piątek, 11 lipca 2014

Obrońcy Boga to wynalazek szatański




Coraz mniej Polaków chodzi do kościoła. Tygodnik „Polityka” podaje, że od 2003 roku liczba praktykujących katolików spadła o 2 miliony osób.
Żyjemy, niestety, w ciekawych czasach i ta informacja też jest ciekawa ze względu na cały szereg swoich implikacji. Taka zmiana to sygnał, że w zbiorowej świadomości coś powoli, ale konsekwentnie się zmienia. To nie jest jakieś emocjonalne tąpnięcie, po którym w umysłach „maluczkich” przyjdzie czas na otrzeźwienie.
Najbardziej ciekawi mnie jednak, co jest przyczyną tej zmiany. Czy to kwestia intelektualnej dojrzałości i głodu duchowej głębi, czy też konformizm, otępienie kontrowersyjnego organu zwanego duszą i religijny analfabetyzm?
Znam pewnego Ateistycznego M. Jedna rozmowa z nim potrafiła mnie bardziej duchowo zapłodnić, niż cała masa pełnych pasji kazań w parafialnym kościele. Ateistyczny M. jest jednak dumnym posiadaczem intelektualnej błyskotliwości oraz niezwykłej wrażliwości, co czyni go człowiekiem barwnym i nietuzinkowym. Do tego Ateistyczny M. zarówno ze swego mózgu, jak i wrażliwości intensywnie korzysta, co czyni go człowiekiem mądrym. Pamiętam, jak beczałem na jego ślubie, bo miałem świadomość, że na moich oczach zaczyna się coś niezwykłego i pięknego. Daj nam, Dobry Boże, więcej takich ateistów.
Piszę o Ateistycznym M., bo spotkałem też wielu Bardzo Gorliwie Wierzących o mózgach jak łepek szpilki i duszy zaśniedziałej. Tępota wymieszana z pretensjonalną goryczą i oczywiście poczuciem religijnej misji. Chyba nikt nie robi gorszego PR-u Bogu niż jego zagorzali obrońcy.
Proszę wybaczyć wprowadzenie wątku demonologicznego, ale w moim łysym umyśle jestem przekonany, że obrońcy Boga to wynalazek szatański. Siepacze wiary i krzyżowcy, bez względu na to, czy machają mieczem, przypalają stosikiem, czy plują jadem ze swoich ust - robią to w imię idei swojego wyobrażenia boga. Oni tak naprawdę bronią swoich urojeń, do których są przywiązani mieszaniną głupoty i strachu.
Aspiracje do bycia obrońcą Boga są grotesko zuchwałe i ich źródeł trzeba chyba szukać w grzechu pychy. Bóg Starego Przymierza jest wszechmocny w swej sile. Bóg Ewangelii jest wszechmocny w swej Miłości. Stojąc u podnóża Góry Synaj, czy stojąc u podnóża Golgoty można jedynie uwierzyć, lub nie, a później żyć tą wiarą, albo być poza nią. Człowiek, który naprawdę wierzy Bogu, zmienia się radykalnie. Tyle że nie jest to przepoczwarzenie w bezmyślne i nawiedzone strzaszydło, które gardzi wszystkim, co obce,  niezrozumiałe, wychodzące poza doktrynę.
Domyślam się, że tzw. siły nieczyste rekrutują owych obrońców najchętniej i najłatwiej z grona Bardzo Gorliwie Wierzących. Nie odbywa się to bynajmniej przez zagarnianie kopytkiem, omiatanie ogonem, albo nabiciem na rogi. Raczej ma to formę konsekwentnego i cierpliwego sączenia głupoty a to w kiepskim kazaniu, a to w rozlanej w eterze nabożnej trosce o kondycję narodu. Do tego jeszcze dochodzi tajemnicze pojawianie się w przestrzeni publicznej coraz to nowych paranoików, którzy mają zdolność przyciągania całego mnóstwa swoich mentalnych klonów.
Jestem przekonany, że Bardzo Gorliwie Wierzący wpływają na spadek liczby wiernych w kościele rzymskokatolickim, a Ateistyczny Michał nie wpływa na to w najmniejszym stopniu. Niestety nie wydaje mi się, żeby ta fala odejścia w większości przypadków była poprzedzona bardziej wnikliwą refleksją. Przerażające jest to, że wielu ludziom o nic głębszego w życiu nie chodzi. Zupełnie, jakby ideowość była zarezerwowana tylko dla wariatów, lub oszołomów. Ludzie idą tam, gdzie wymaga się od nich mniej. A że często w kościele nie dość, że się od nich wymaga, to jeszcze często wymaga się głupio – więc efekt jest taki a nie inny. A ksiądz profesor Józef Tischner już dawno temu przestrzegał, że kiedy księża przestali czytać „Tygodnik Powszechny”, jakość kazań drastycznie spadła. Ks. Tischner wspomniał kiedyś również: „Nie znam nikogo, kto stracił wiarę po lekturze dzieł Marksa, ale znam kilku takich, którzy stracili ją po kontakcie z własnym proboszczem”.
No ale Tischner nie jest i nigdy nie był w głównym nurcie myśli polskiego katolicyzmu, choć lśni w nim jak diament. Gdyby tak proboszczowie poszli za nim ma manowce sensownego myślenia…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Skomentuj wpis