Zdarzy
się czasem, że MALINIAK podejmie samodzielną decyzję, zuchwale nie zważając przy
tym na opinię INŻYNIERA. Ale radość nie trwa długo: INŻYNIER wraca z urlopu, MALINIAK
wraca do szeregu, a tzw. SPRAWY wracają do normy.
Tak
to już jest na placu budowy naszego lokalnego dobrobytu po grudziądzku :)
Można
śmiało powiedzieć, że obecność Inżyniera elektryzuje grudziądzki ratusz,
natomiast Inżyniera absencja sprawia, że misternie tkany plan samorządowego wzrostu
ląduje w malinowym chruśniaku.
Podczas
ostatniej sesji Rady Miejskiej Grudziądza, pod naciskiem radnych opozycji i co
bardzo ważne również radnych PO, prezydent wycofał z porządku obrad projekt
uchwały, której przyjęcie otwierałoby możliwość realizacji pewnej inwestycji w
dość uroczym miejscu nad Wisłą. Sprawa dotyczy świetnie zlokalizowanej działki,
która ma szczególne walory estetyczne, rekreacyjne i turystyczne.
Czy
akurat tu powinien powstać wątpliwej urody klocek? – to jedna kwestia i o tyle
mało istotna, że niestety przywykłem do bylejakości ratuszowych decyzji w
sferze estetyki i dobrego smaku. Należy z pokorą przyjąć, że miłośnik
twórczości Zenka Martyniuka nie będzie miał w sobie ani potrzeby, ani
subtelności, ani wykwintności. Tu przaśne będzie normą i co najwyżej można z
tego powodu odczuwać niesmak.
Jest
jednak kwestia druga. Inwestycja za kilkanaście milionów złotych, przy
80-procentowym udziale finansowym marszałka oraz udziale prywatnego biznesu to
kąsek nie lada. Dlatego właśnie obowiązkiem urzędników jest szczególna troska o
przejrzystość procedur podczas planowania, a później realizacji inwestycji.
Póki co jesteśmy przy etapie planowania, a ja już mam wiele pytań i
wątpliwości.
1)
Dlaczego Rada Miejska o wszystkim dowiedziała się, kiedy już ukonstytuowało się
grono zainteresowanych i każdy z każdym był dogadany? Radnym pozostało tylko
podnieść łapki, zaakceptować zmianę planu zagospodarowania przestrzennego i więcej
nie wtrącać się do SPRAW, które załatwiają DOROŚLI GRACZE.
2)
Dlaczego miasto tak określiło swoje oczekiwania względem prywatnego partnera w
inwestycji, aby możliwość wyboru zawęzić do firm np. posiadających udokumentowane
doświadczenie w realizacji projektów systemów zakresie ekologicznych systemów ogrzewania
i chłodnictwa? Dlaczego budowa centrum kongresowo-biznesowego ma zostać
ograniczona do jakieś gałęzi biznesu? Dlaczego nie ma to być formuła otwarta,
ogólna? Dlaczego ktoś chce prowokować moją podejrzliwą wyobraźnię do
dopatrywania się w tej sprawie drugiego dna? A ja jestem radnym i moim
zakichanym obowiązkiem jest patrzenie władzy na ręce z higieniczną troską o to,
by te łapki były jak najbardziej czyste…
Czy
łapki są czyste?
3)
Dlaczego Miłościwie nam panującemu Pomocnikowi Prezydenta Inżynierowi Wiceprezydentowi
tak bardzo nie podoba się propozycja zmiany lokalizacji inwestycji na pobliską działkę
przy moście? Miłościwie nam panujący Pomocnik itd. Mówi, że tam w ziemi kable
druty, przewody i inne niebezpieczeństwa uniemożliwiające cokolwiek, a przecież
ta właśnie działka jest przez miasto przeznaczona na sprzedaż inwestorom za
ponad milion złotych… To Miłościwie nam panujący Pomocnik itd. Chce sprzedawać
inwestorom bubel, na którym sam nie chce budować?
4)
I jeszcze jedna sprawa. Trochę śmieszna, trochę smutna. Po powrocie z urlopu Miłościwie
nam panującego Pomocnika itd. w szeregach gwardii utrzymującej prezydencką większość
w Radzie po fali buntu, że „nie ma zgody!” i „to zły pomysł” teraz fala
pokornego chwalenia: „popieramy sercem i umysłem!”, „to taka świetna koncepcja!”.
Ciekawe,
czy prezydent, który na posiedzeniu Rady Miejskiej sam stwierdził, że taką
lokalizacją inwestycji nie jest zachwycony, teraz z innymi Rejtanami rzuci się
w obronie jedynie słusznej koncepcji, za którą stoi INŻYNIER, który wrócił z
urlopu…






