wtorek, 3 października 2017

POWRÓT INŻYNIERA albo niepokój o czyste łapki



Zdarzy się czasem, że MALINIAK podejmie samodzielną decyzję, zuchwale nie zważając przy tym na opinię INŻYNIERA. Ale radość nie trwa długo: INŻYNIER wraca z urlopu, MALINIAK wraca do szeregu, a tzw. SPRAWY wracają do normy.
Tak to już jest na placu budowy naszego lokalnego dobrobytu po grudziądzku :)
Można śmiało powiedzieć, że obecność Inżyniera elektryzuje grudziądzki ratusz, natomiast Inżyniera absencja sprawia, że misternie tkany plan samorządowego wzrostu ląduje w malinowym chruśniaku.
Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej Grudziądza, pod naciskiem radnych opozycji i co bardzo ważne również radnych PO, prezydent wycofał z porządku obrad projekt uchwały, której przyjęcie otwierałoby możliwość realizacji pewnej inwestycji w dość uroczym miejscu nad Wisłą. Sprawa dotyczy świetnie zlokalizowanej działki, która ma szczególne walory estetyczne, rekreacyjne i turystyczne.
Czy akurat tu powinien powstać wątpliwej urody klocek? – to jedna kwestia i o tyle mało istotna, że niestety przywykłem do bylejakości ratuszowych decyzji w sferze estetyki i dobrego smaku. Należy z pokorą przyjąć, że miłośnik twórczości Zenka Martyniuka nie będzie miał w sobie ani potrzeby, ani subtelności, ani wykwintności. Tu przaśne będzie normą i co najwyżej można z tego powodu odczuwać niesmak.
Jest jednak kwestia druga. Inwestycja za kilkanaście milionów złotych, przy 80-procentowym udziale finansowym marszałka oraz udziale prywatnego biznesu to kąsek nie lada. Dlatego właśnie obowiązkiem urzędników jest szczególna troska o przejrzystość procedur podczas planowania, a później realizacji inwestycji. Póki co jesteśmy przy etapie planowania, a ja już mam wiele pytań i wątpliwości.
1) Dlaczego Rada Miejska o wszystkim dowiedziała się, kiedy już ukonstytuowało się grono zainteresowanych i każdy z każdym był dogadany? Radnym pozostało tylko podnieść łapki, zaakceptować zmianę planu zagospodarowania przestrzennego i więcej nie wtrącać się do SPRAW, które załatwiają DOROŚLI GRACZE.
2) Dlaczego miasto tak określiło swoje oczekiwania względem prywatnego partnera w inwestycji, aby możliwość wyboru zawęzić do firm np. posiadających udokumentowane doświadczenie w realizacji projektów systemów zakresie ekologicznych systemów ogrzewania i chłodnictwa? Dlaczego budowa centrum kongresowo-biznesowego ma zostać ograniczona do jakieś gałęzi biznesu? Dlaczego nie ma to być formuła otwarta, ogólna? Dlaczego ktoś chce prowokować moją podejrzliwą wyobraźnię do dopatrywania się w tej sprawie drugiego dna? A ja jestem radnym i moim zakichanym obowiązkiem jest patrzenie władzy na ręce z higieniczną troską o to, by te łapki były jak najbardziej czyste…
Czy łapki są czyste?
3) Dlaczego Miłościwie nam panującemu Pomocnikowi Prezydenta Inżynierowi Wiceprezydentowi tak bardzo nie podoba się propozycja zmiany lokalizacji inwestycji na pobliską działkę przy moście? Miłościwie nam panujący Pomocnik itd. Mówi, że tam w ziemi kable druty, przewody i inne niebezpieczeństwa uniemożliwiające cokolwiek, a przecież ta właśnie działka jest przez miasto przeznaczona na sprzedaż inwestorom za ponad milion złotych… To Miłościwie nam panujący Pomocnik itd. Chce sprzedawać inwestorom bubel, na którym sam nie chce budować?
4) I jeszcze jedna sprawa. Trochę śmieszna, trochę smutna. Po powrocie z urlopu Miłościwie nam panującego Pomocnika itd. w szeregach gwardii utrzymującej prezydencką większość w Radzie po fali buntu, że „nie ma zgody!” i „to zły pomysł” teraz fala pokornego chwalenia: „popieramy sercem i umysłem!”, „to taka świetna koncepcja!”.
Ciekawe, czy prezydent, który na posiedzeniu Rady Miejskiej sam stwierdził, że taką lokalizacją inwestycji nie jest zachwycony, teraz z innymi Rejtanami rzuci się w obronie jedynie słusznej koncepcji, za którą stoi INŻYNIER, który wrócił z urlopu…