wtorek, 8 lipca 2014

Mądrale, okrzyczane faje



Pełno ich i rosną w siłę! Wyłażą z telewizora, wypełzają z internetowych stron i kolumn gazet. Wcisną się przez powieki zamknięte nie w porę. Zdarza się, że znienacka wyskoczą zza rogu ulicy, albo jeszcze gorzej – ich dusząca obecność jest stałym elementem mojej codzienności.
Jak diabeł wody święconej, staram się unikać ludzi pozbawionych dystansu. Mogę nawet przyznać się, że ma to już znamiona fobii. Widzę, jak rzesza osobników cechujących się brakiem rezerwy przede wszystkim do siebie, ale również do swoich ambicji, namiętności (zwłaszcza pieniędzy), ideologii czy wreszcie miłości własnej rośnie w siłę.
Ci od ideologii zwyczaj z patosem szermują deklinacją wielkich słów. Domyślam się, że ma to jakiś związek utrudnionym odprowadzeniem gazów z organizmu. Otóż ciśnienie naciska na rozmaite organy, wewnętrznie spina i ostatecznie otumania. Do tego dochodzi zapewne nieustanne ściskanie pośladków, co ma zapobiec publicznej kompromitacji. To z kolei zabija jakąkolwiek naturalną swobodę. Kiedy ta ideologia dodatkowo miesza się z poczuciem religijnej misji, stopień nadęcia może nabrać apokaliptycznego wymiaru! Znamienne, że takie osobniki mają zwyczaj zapewniania o swoich dobrych intencjach. Znają Prawdę i w swej szczodrobliwej szlachetności pragną z góry uronić odrobinę swego objawienia na mnie. Żeby było jasne – dotyczy to tak samo miłośników kaczorów, ojców dyrektorów, jak i nawiedzonych feministek. Ludzie skaczący sobie do gardeł często są to siebie groteskowo podobni, choć za nic nie chcieliby przyznać się do tego.
Ci od ambicji mają często mentalność kaprala i przez życie własne, a co gorsza również cudze jadą jak czołgiem, prowadząc wydziergany na swoja miarę blitzkrieg. Pif – trup tam, paf  - kolejny szczebel awansu.  W przerwie na popas uśmiech do świata.
Bywa, że ambicją, ideologią, a nawet religią są tylko pieniądze. Bywa, że te wszystkie rzeczy mieszają się ze sobą i, jak już wspominałem, wyłażą z telewizora, wypełzają z internetowych stron i kolumn gazet. Wcisną się przez powieki zamknięte nie w porę. 
Bywa, że kelnerzy i naczelny z kryminalnym wyrokiem są wisionką na torcie jakiejś piramidalnej kupy g.... "Jedni krzyczą: o, jak pyszna ozywcza wisienka. To witamina na ów niestrawny tort. Co za szlachetni dżentelmeni". Inni krzyczą: "Nic nie zaszło!"
Mówię Państwu - to wszystko jest wynikiem braku dystansu.
Grunt, to zachować rezerwę do świata i siebie, w czym np. Julian Tuwim może być bardzo pomocny…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Skomentuj wpis