Dzięki
grudziądzkiemu ratuszowi żyję w poczuciu permanentnego zadziwienia. Bo jak
rozumem ogarnąć, że tyle rzeczy, za publiczne pieniądze, można spieprzyć, nie
ponosząc za to większej odpowiedzialności?! Wręcz przeciwnie! W tym moim
zadziwieniu słyszę nawet głos parafrazujący Bareję: „Spieprzyliśmy to na skalę
naszych grudziądzkich możliwości! Tym spieprzeniem otwieramy oczy niedowiarkom!
Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie
słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest spieprzenie społeczne, w
oparciu o sześć instytucji.”
Żeby nie narazić
się na zarzut gołosłownego zrzędzenia, przejdę do przykładów.
Pamiętają Państwo
słynny remont torowiska? Stare miasto zamarło i przypominało niekończący się
powstańczy okop. Czas płynął, łopatą machało niewielu, a wszelkie życie między starym
rynkiem a Tarpnem niemal wymarło. Poupadały sklepy, właściciele kamienic
potracili najemców. Czy te wszystkie niedogodności były warte końcowego efektu?
Źle zaprojektowanych i w wielu miejscach niebezpiecznych ścieżek rowerowych?
Nowej sygnalizacji świetlnej, którą trzeba było wyłączyć, żeby… nie blokowało
płynności ruchu? Chodników przypominających fale Dunaju? Wreszcie dziur w
jezdni i rozpadającej się warstwy nawierzchni wzdłuż torowiska? A gdzie słynna
zielona fala dla tramwajów, którą tak dumnie zapowiadał nasz wiceprezydent?
Tzn. teoretycznie ona też jest. Gdzieś się tam w kablach i w komputerowych dyskach
czai, ale włączyć jej nie można…
Teraz ruszmy na
Wisłę. Do mariny, w której nie można zwodować większej łódki. Bo niby po co
wodować w marinie łódkę?! A dlaczego w porcie zbierają się wszystkie ścieki z
Rowu Hermana? Cóż, miały tam być specjalne rozwiązania wymuszające cyrkulację
wody, ale ich nie zastosowano… Kiedy spływający Wisłą turysta wpłynie, niech od
razu poczuje, że nasz mikroklimat swojski, gminny, a nie żadna tam wielkomiejska
fanaberia, że pachnieć ma… W marinie są też pokoje gościnne. Można je naprawdę tanio
wynająć. Wydawałoby się oczywiste wykorzystać walor piękna tego miejsca: z
jednej strony malownicza Wisła, z drugiej strony sędziwy Grudziądz. Jednak z gościnnych
pokojów mariny nic, jeszcze raz powtórzę: NIC Państwo nie zobaczą, bo tak zaprojektowano
okna, że rosły chłop, nawet kiedy wespnie się na palce, może przez szybę w
suficie zobaczyć co najwyżej niebo. Ale pewnie w ratuszu powiedzą: czy niebo
to mało? My właśnie nieba sięgamy, a nie przyziemnych landszaftów… Co tam
jeszcze na marinie… drewno na budynkach było tak źle zaimpregnowane, że trzeba
je było wszędzie wymieniać, a ostatnio, w ramach oszczędności, zainstalowano od
mariny aż po Bramę Wodną takie sprytne żarówki w lampach, że lampy świecą, ale
nie oświetlają. Każdy głupi może mieć latarnię, która drogę na chodniku nocą
rozjaśnia. My, na naszym trakcie spacerowym, wieczorem mamy ciemne światło, czy
jak kto woli pomroczną jaskrawość. Dlaczego? Bo za prąd na całej długości tego spacerowego
traktu płaci marina, którą na ten prąd nie stać, o czym onegdaj ze smutkiem
wspominała na posiedzeniu Komisji Kultury, Sportu i Turystyki pani dyrektor naszego
wspaniałego nadwiślańskiego obiektu… Zatem jesteśmy ciemni, ale
energooszczędni!
No dobra. Teraz
wejdźmy na rozbabraną Górę Zamkową. Zauważyli Państwo jasne plamy, w które
przyoblekł się nasz Klimek? Cegły były źle zaimpregnowane (podobnie jak deski
na marinie ;) ) Ostatnio z tego samego Klimka złazi zielone ozdobne szkliwo – ktoś
tu chyba kupował coś po taniości. Rzecz jasna osoba niepełnosprawna z pięknych widoków
rozpościerających się z odbudowanej wieży zamkowej nie skorzysta, bo nikt o tym
nie pomyślał. W sumie jaki problem? Zawsze można osobie niepełnosprawnej
opowiedzieć, jak ładnie jest na górze. Osobiście na opowiadacza wyznaczyłbym
wiceprezydenta, bo on zawsze znajdzie optymistyczne słowo - radosne i krzepiące,
bez względu na sytuację. Ach, zapomniałem jeszcze o żwirowych ścieżkach u
podnóża Klimka. Żwirek jakoś się rozlazł po okolicy, natomiast spod niego
wylazła tu i tam jakaś czarna szmata – niecnota. Widziałem już dość sporo żwirkowych
ścieżek w różnych parkach różnych miast. Te nasze, na zamkowej górze, są jednak
inne…
Co tam jeszcze… Kolejna
superprodukcja ratusza: remont ul. Kalinowej. Mieszkańcy poirytowani, bo po
remoncie ktoś im pozwijał zebry i teraz przeprawić się na drugą stronę strumienia
samochodów trudniej. Ale niech obywatel milczy i cieszy się, że droga onegdaj wyboista,
łaskawością ratusza wyprostowaną została. Niech obywatel tak roszczeniowo się
nie awanturuje!
Na sam koniec pozwoliłem
sobie zostawić spieprzenie w zakresie wykorzystywania szans. Ostatnio można było
pozyskać spore środki finansowe z Państwowego Funduszu Rozwoju. Z Maciejem Glamowskim
i Piotrem Rohde, zaproponowaliśmy ratuszowi, jako radni Obywatelskiego Grudziądza,
żeby te pieniądze wykorzystać w taki sposób, aby tworzyć systemowe rozwiązania
pod rozwój infrastruktury dla inwestorów. Zasugerowaliśmy, że warto w mieście,
które nie stwarza perspektyw młodym ludziom, przeznaczyć pieniądze na szkolnictwo
zawodowe. Cóż, wiceprezydent wolał za te fundusze kupić… tramwaje. Może młodzi
ludzie będą mogli wygodniej nimi dojechać do obskurnego dworca PKP po to, by z
biletem w jedną stronę opuścić to miasto, które według badań Polskiej Akademii
Nauk jest na 7 pozycji wśród miast na
skraju finansowej zapaści. Cóż, ale przynajmniej w zapaści jesteśmy naprawdę mocno
ulokowani i mało kto może nas wyprzedzić… Co nie oznacza, że w najbliższej
przyszłości jacyś panowie jeszcze czegoś tu nie spieprzą…
Bo jest jeszcze dług szpitala, który rujnuje już nie tylko sam szpital, ale po tych wszystkich hopsztosach oświeconych mężów grudziądzkiego samorządu paraliżuje już całe miasto. To jednak temat na zupełnie inną, jeszcze bardziej smutną opowieść o jakiś 600 milionach złotych uwiązanych u grudziądzkiej szyi...


Chcieli ciemno, mają ciemno :)
OdpowiedzUsuń