poniedziałek, 11 września 2017

Co by tu jeszcze spieprzyć Panowie?



Dzięki grudziądzkiemu ratuszowi żyję w poczuciu permanentnego zadziwienia. Bo jak rozumem ogarnąć, że tyle rzeczy, za publiczne pieniądze, można spieprzyć, nie ponosząc za to większej odpowiedzialności?! Wręcz przeciwnie! W tym moim zadziwieniu słyszę nawet głos parafrazujący Bareję: „Spieprzyliśmy to na skalę naszych grudziądzkich możliwości! Tym spieprzeniem otwieramy oczy niedowiarkom! Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo! I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest spieprzenie społeczne, w oparciu o sześć instytucji.”
Żeby nie narazić się na zarzut gołosłownego zrzędzenia, przejdę do przykładów. 

 
Co by tu jeszcze...?

Pamiętają Państwo słynny remont torowiska? Stare miasto zamarło i przypominało niekończący się powstańczy okop. Czas płynął, łopatą machało niewielu, a wszelkie życie między starym rynkiem a Tarpnem niemal wymarło. Poupadały sklepy, właściciele kamienic potracili najemców. Czy te wszystkie niedogodności były warte końcowego efektu? Źle zaprojektowanych i w wielu miejscach niebezpiecznych ścieżek rowerowych? Nowej sygnalizacji świetlnej, którą trzeba było wyłączyć, żeby… nie blokowało płynności ruchu? Chodników przypominających fale Dunaju? Wreszcie dziur w jezdni i rozpadającej się warstwy nawierzchni wzdłuż torowiska? A gdzie słynna zielona fala dla tramwajów, którą tak dumnie zapowiadał nasz wiceprezydent? Tzn. teoretycznie ona też jest. Gdzieś się tam w kablach i w komputerowych dyskach czai, ale włączyć jej nie można…
Teraz ruszmy na Wisłę. Do mariny, w której nie można zwodować większej łódki. Bo niby po co wodować w marinie łódkę?! A dlaczego w porcie zbierają się wszystkie ścieki z Rowu Hermana? Cóż, miały tam być specjalne rozwiązania wymuszające cyrkulację wody, ale ich nie zastosowano… Kiedy spływający Wisłą turysta wpłynie, niech od razu poczuje, że nasz mikroklimat swojski, gminny, a nie żadna tam wielkomiejska fanaberia, że pachnieć ma… W marinie są też pokoje gościnne. Można je naprawdę tanio wynająć. Wydawałoby się oczywiste wykorzystać walor piękna tego miejsca: z jednej strony malownicza Wisła, z drugiej strony sędziwy Grudziądz. Jednak z gościnnych pokojów mariny nic, jeszcze raz powtórzę: NIC Państwo nie zobaczą, bo tak zaprojektowano okna, że rosły chłop, nawet kiedy wespnie się na palce, może przez szybę w suficie zobaczyć co najwyżej niebo. Ale pewnie w ratuszu powiedzą: czy niebo to mało? My właśnie nieba sięgamy, a nie przyziemnych landszaftów… Co tam jeszcze na marinie… drewno na budynkach było tak źle zaimpregnowane, że trzeba je było wszędzie wymieniać, a ostatnio, w ramach oszczędności, zainstalowano od mariny aż po Bramę Wodną takie sprytne żarówki w lampach, że lampy świecą, ale nie oświetlają. Każdy głupi może mieć latarnię, która drogę na chodniku nocą rozjaśnia. My, na naszym trakcie spacerowym, wieczorem mamy ciemne światło, czy jak kto woli pomroczną jaskrawość. Dlaczego? Bo za prąd na całej długości tego spacerowego traktu płaci marina, którą na ten prąd nie stać, o czym onegdaj ze smutkiem wspominała na posiedzeniu Komisji Kultury, Sportu i Turystyki pani dyrektor naszego wspaniałego nadwiślańskiego obiektu… Zatem jesteśmy ciemni, ale energooszczędni!

 
Zawsze można patrzeć na Grudziądz przez "różowe okulary"...

No dobra. Teraz wejdźmy na rozbabraną Górę Zamkową. Zauważyli Państwo jasne plamy, w które przyoblekł się nasz Klimek? Cegły były źle zaimpregnowane (podobnie jak deski na marinie ;) ) Ostatnio z tego samego Klimka złazi zielone ozdobne szkliwo – ktoś tu chyba kupował coś po taniości. Rzecz jasna osoba niepełnosprawna z pięknych widoków rozpościerających się z odbudowanej wieży zamkowej nie skorzysta, bo nikt o tym nie pomyślał. W sumie jaki problem? Zawsze można osobie niepełnosprawnej opowiedzieć, jak ładnie jest na górze. Osobiście na opowiadacza wyznaczyłbym wiceprezydenta, bo on zawsze znajdzie optymistyczne słowo - radosne i krzepiące, bez względu na sytuację. Ach, zapomniałem jeszcze o żwirowych ścieżkach u podnóża Klimka. Żwirek jakoś się rozlazł po okolicy, natomiast spod niego wylazła tu i tam jakaś czarna szmata – niecnota. Widziałem już dość sporo żwirkowych ścieżek w różnych parkach różnych miast. Te nasze, na zamkowej górze, są jednak inne…
Co tam jeszcze… Kolejna superprodukcja ratusza: remont ul. Kalinowej. Mieszkańcy poirytowani, bo po remoncie ktoś im pozwijał zebry i teraz przeprawić się na drugą stronę strumienia samochodów trudniej. Ale niech obywatel milczy i cieszy się, że droga onegdaj wyboista, łaskawością ratusza wyprostowaną została. Niech obywatel tak roszczeniowo się nie awanturuje!
Na sam koniec pozwoliłem sobie zostawić spieprzenie w zakresie wykorzystywania szans. Ostatnio można było pozyskać spore środki finansowe z Państwowego Funduszu Rozwoju. Z Maciejem Glamowskim i Piotrem Rohde, zaproponowaliśmy ratuszowi, jako radni Obywatelskiego Grudziądza, żeby te pieniądze wykorzystać w taki sposób, aby tworzyć systemowe rozwiązania pod rozwój infrastruktury dla inwestorów. Zasugerowaliśmy, że warto w mieście, które nie stwarza perspektyw młodym ludziom, przeznaczyć pieniądze na szkolnictwo zawodowe. Cóż, wiceprezydent wolał za te fundusze kupić… tramwaje. Może młodzi ludzie będą mogli wygodniej nimi dojechać do obskurnego dworca PKP po to, by z biletem w jedną stronę opuścić to miasto, które według badań Polskiej Akademii Nauk  jest na 7 pozycji wśród miast na skraju finansowej zapaści. Cóż, ale przynajmniej w zapaści jesteśmy naprawdę mocno ulokowani i mało kto może nas wyprzedzić… Co nie oznacza, że w najbliższej przyszłości jacyś panowie jeszcze czegoś tu nie spieprzą…
Bo jest jeszcze dług szpitala, który rujnuje już nie tylko sam szpital, ale po tych wszystkich hopsztosach oświeconych mężów grudziądzkiego samorządu paraliżuje już całe miasto. To jednak temat na zupełnie inną, jeszcze bardziej smutną opowieść o jakiś 600 milionach złotych uwiązanych u grudziądzkiej szyi...

1 komentarz:

Skomentuj wpis